Jakiś czas temu świat obiegła wiadomość, że oto marka Wing (część spółki Alphabet należącej do Google), jako pierwsza rozpoczęła dostarczanie przesyłek za pomocą dronów.  Sam pomysł nie jest nowy – już w 2013 roku Jeff Bezos snuł wizję paczek Amazona dostarczanych do nas z powietrza. Jednak to właśnie Google jako pierwsze przygotowało produkt, który działa w praktyce. Co prawda na razie w bardzo ograniczonej skali (w ofercie podniebnych paczek znajdują się na razie leki, jedzenie i lokalne produkty jak kawa czy czekolada) i zasięgu (dostawy realizowane są jedynie w kilku wybranych dzielnicach dwóch australijskich miast, części Helsinek i amerykańskim miasteczku Christiansburg), ale z potencjałem do szybkiego rozwoju.

Ambitni pionierzy Alphabetu zakładają, że w ciągu najbliższych 10 lat drony przejmą nawet 10% rynku dostaw na żądanie. Biorąc pod uwagę, że w 2018 roku jego wartość w samej tylko branży gastronomicznej oszacowano na  blisko 100 mld dolarów, gra toczy się o niebagatelną stawkę. Powietrzna dostawa to jak na razie najtańszy i najszybszy sposób realizowania zamówień, jaki znamy. Nic więc dziwnego, że w rozwoju tej technologii pokłada się duże nadzieje. Pozostaje pytanie czy istniejąca infrastruktura jest gotowa na przyjęcie takiego rozwiązania na szerszą skalę.

Na latające dostawy w skali światowej jeszcze trochę poczekamy

Pomimo ambitnych planów i zaangażowania poważnych instytucji przyjdzie nam jednak jeszcze trochę poczekać na globalną sieć kurierskich dronów. Do najpoważniejszych ograniczeń eksperci zaliczają bezpieczeństwo. Żeby uzyskać pozwolenie australijskiej agencji lotniczej, Wing musiał zagwarantować, że drony nie będą przelatywać nad ruchliwymi ulicami, ani bezpośrednio nad głowami pieszych – spełnienie podobnych warunków w gęsto zabudowanych miastach jest na razie praktycznie niemożliwe. Dodatkowo urząd odpowiedzialny za wydanie koncesji zastrzegł, że drony nie mogą pozostawać bez ciągłego nadzoru człowieka, tak więc pełna automatyzacja jest na razie wykluczona – podniebni kurierzy muszą mieć pilota.

Również możliwości techniczne pozostawiają wiele do życzenia. Maksymalna waga paczek to 1,3 kilograma, a zasięg operacyjny dronów to mnie więcej 10 kilometrów. Wątpliwości budzi również sposób dostarczenia samej przesyłki. Po dotarciu pod wskazany adres dron zawisa w powietrzu, a paczka jest opuszczana na rozwijanej linie. Nie jest to zbyt przyjazne rozwiązanie dla osób o ograniczonych możliwościach ruchowych czy w przypadku dostaw do domów wielorodzinnych i stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo (lina łącząca dron z paczką to na przykład potencjalne zagrożenie dla ptaków czy przejeżdżających w pobliżu pojazdów).

Rozwiązaniem może być połączenie technologii. Tak przynajmniej twierdzą eksperci, którzy szansy upatrują w połączeniu możliwości, jakie dają drony w obrębie mniej zaludnionych przedmieść z dostawami wykonywanymi przez autonomiczne roboty, które lepiej radzą sobie w centrach miast. Na pewno potencjał jest ogromny i prędzej czy później któraś z tych form zagości na stałe w ofercie firm logistycznych, ale wygląda na to, że na razie dla większości z nas dostępne pozostaną tradycyjne dostawy realizowane przez kurierów wspomaganych oprogramowaniem optymalizującym czas i koszty dostawy.